sobota, 16 marca 2013

417 A new life

Dzisiaj trochę refleksyjnie.
Co tak naprawdę oznacza dla mnie bycie blogerką, a jednocześnie kobietą. Czy to pomaga, czy przeszkadza jedno drugiemu. Zastanawiam się nad tym i dalej nie wiem. Zależy od okazji, nastawienia, różnych czynników współczesnych.
Zdawałoby się że to się przenika. Jedno z drugim. Ja niekoniecznie tak to odbieram. Dla mnie to dwie różne sprawy. Jeszcze za czasów pierwszego bloga, dość szybko nauczyłam się to oddzielać. Ludzie atakowali mnie, nie bacząc na nic. I atakowali wszystko. Dla własnego zdrowia nie traktowałam i nie traktuję blogowania jako przedłużenia swojej kobiecości.
Blog ma określony cel. Ma ukazywać moje stroje, moje nowości, jakieś ciekawostki z życia codziennego, relacje z wydarzeń, sesji, recenzje kosmetyków i tego typu sprawy. Gdy zaczynałam przygodę z „A New life” wiele osób się mnie pytało co tak naprawdę dla mnie znaczy.
A to było dosłownie nowe życie. Potrzebowałam czegoś co stanie się moim obowiązkiem (tak, obowiązkiem) stałym i niezmiennym. Co oprócz pracy da mi siłę rano wstawać z łóżka, i da okazję do wyplenienia z siebie wszelkich jęków. Brakowało mi blogowania, ale już byłam nauczona doświadczeniem że nie warto się przejmować, olewać, obrażać, godzić własną bronią anonimowych idiotów.
Na początku wcale ten cel mi nie wychodził, ale potem zaczęłam się wciągać. Ten blog zaczął odnosić sukces, zaczął przynosić zyski, dostawałam coraz więcej propozycji ciekawych spotkań. Zaczęłam wyjeżdżać, spotykać się, brać udział w różnych imprezach.
I tu zaczął się konflikt, czy ja tam występuję jako ja czy jako osoba blogująca. W końcu postanowiłam to podzielić. Tak jak Beyonce.
Dla przyjaciół dalej jestem ta stara zwariowana Kamila, dla której moda odgrywa ważną rolę ale jednak oni są najważniejsi i po trupach im pomogę. A dla opinii publicznej jest ta druga, ta która teraz do Was pisze. Bezkompromisowa, uparta, wredna, poważna, niemająca poczucia humoru za to dużą pogodę ducha,  dla której ciuchy są wszystkim.  
„A New life” stało się moim talizmanem nowego życia i odskoczni od ciężkiej szarej przeszłości która rzadko kiedy była kolorowa i szczęśliwa.  Postanowiłam również zamówić sobie taki talizman w formie naszyjnika z różowego złota. Aby w najważniejszych momentach mieć go przy sobie i pamiętać ile dobrego dla mnie zrobił ten a nie inny okres w życiu.
Chciałabym wszystkie czytelniczki zachęcić aby nie bały się spełniać marzeń. Nie marzyły, bo to bez sensu. Tylko żeby sięgały po te marzenia. Żeby nie bały się ostracyzmu i krytyki. Tylko żeby były szczęśliwe bo zrobiły coś dla siebie, co dałoby im wolność. To dla mnie jest emancypacja i taką jej formę akceptuję. Do dzieła dziewczyny!!! Dla WAS wszystkich POWODZENIA!!!!!!


naszyjnik powstał dzięki uprzejmości sklepu; http://www.naszyjnikimie.pl/

Oraz na hasło: FASHION moje czytelniczki otrzymują 10% rabatu na zakupy w sklepie :)