piątek, 2 grudnia 2016

1106 ==> świąteczne pierniki



Kilka dni temu pisałam Wam o świątecznym zapachu (KLIK). Z tego wszystkiego dostałam natchnienia i postanowiłam po raz pierwszy w życiu sama upiec pierniczki.
Do tej pory moja z nimi styczność polegała na pomaganiu babci, która je piekła jak byłam mała. A moja pomoc przeważnie się zaczynała i kończyła na podjadaniu ciasta, bo babcia jak i ja sama, lubiła wszystko robić po swojemu.
Po śmierci babci, moja mama piekła dużego piernika przekładanego powidłem śliwkowym i polanego czekoladą. Ciastek się na święta nie robiło.
Nabrałam ochoty aby to zmienić. 

W księdze przepisów siostry Anastazji odgrzebałam recepturę i według niej zabrałam się do produkcji smakołyku.
Pierniczki muszą mieć czas aby skruszeć do świąt, więc to ostatni moment, aby je zrobić. 

Potrzebujemy:
- 1 kg przesianej mąki
- 30 dkg miodu
- 2 jaja i 2 żółtka
- 30 dkg cukru
- 20 dkg masła lub margaryny
- 10 dkg smalcu
- 1 łyżeczka sody
- 1 duża przyprawa do piernika

1. Miód zagotowuję z przyprawą. Najlepiej w garnku z nieprzywieralnym dnem.
Przesiewam mąkę w dużej misce i na środku robię dziurę. Cienkim strumieniem wlewam gorący miód z przyprawą, zaparzając mąkę i mieszam drewnianą łyżką.
3. W rondelku rozpuszczam masło i smalec i odstawiam do ostygnięcia. 
2. W osobnej misce ubijam porządnie jajka z cukrem na dużych obrotach, do białości.
3. Do przestygniętej mąki wlewam ubite jajka, sodę i mieszam.
4. Na końcu dodaję letni tłuszcz i porządnie wyrabiam ciasto, do elastyczności. 
5. Z ciasta formuję kulę, zawijam w folię spożywczą i wkładam na noc do lodówki. 

I do tego momentu wszystko mi się zgodziło. Moim zdaniem ciasto można od razu wałkować, wycinać kształty i piec pierniki. 
W przepisie oryginalnym jest, aby z 15 dkg cukru zrobić karmel i go wlać do ciasta. Uważałam to za uciążliwe, z i tego zrezygnowałam. 
Gdy po nocnym leżakowaniu wyciągnęłam ciasto z lodówki, to powiedzieć że kamień, to nic nie powiedzieć. Dopiero musiałam podziabać ciasto na kawałki i włożyć na 2 minuty do mikrofalówki. Wtedy zrobiło się elastyczne i mogłam na nim pracować. 
Pierniki piekłam po mniej więcej 10 minut w temperaturze 180 stopni, bez termoobiegu, na złoty kolor. 
Na blasze układałam je dość gęsto. Ciasto w pieczeniu rośnie do góry, nie na boki. 
Do pieczenia użyłam białego papieru do pieczenia. Uważam, że jest najlepszy. Nic się na nim nie przypala, nie trzeba go zmieniać po każdej partii ciastek.
Jeśli ktoś lubi do ciasta może dodać kakao. Ja w sumie o tym nie pomyślałam, ale na przyszłość będę pamiętać. 
Z podanego przepisu wyszły mi dwie czubate duże miski pierniczków, a cały dom pięknie pachnie wypiekami i przyprawami korzennymi.
Teraz jak wystygły pochowam je do hermetycznych pudełek, i wyciągnę przed samymi świętami.
W osobnej puszce odłożę trochę pierniczków dla mojej drugiej babci.

Tuszę, że przepis komuś z Was się przyda i osłodzi świąteczne przygotowania.

SMACZNEGO !!!💓💓💓