niedziela, 19 lipca 2015

915 ==> 20150720 + porady - jak usuwać plamy



Czasami są dni, gdy nic nie wychodzi. W zeszłym tygodniu miałam taki dzień. Wszystko leciało mi z rąk, zamiast biszkopta wyszedł zakalec, stłukłam 3 szklanki, i ze zdjęciami nie było lepiej. Nie wyszły, po prostu nie wyszły. Te zdjęcia daję z przymusu. Nie podobają mi się. 
Mojej mamie i przyjaciółkom, w przeciwieństwie do mnie, tak. W tym wypadku zawierzając im, i na ich odpowiedzialność je publikuję. 



Czasami te moje zdjęcia robię w dziwnych miejscach. Opieram się o ściany, płoty, drzewa, siadam na krawężnikach, trawie, ławkach. I nie zawsze moje ubrania wychodzą z tego obronną ręką. 
Dużo z Was, moi czytelnicy, ma dzieci. I pewnie wielu z Was zna problem ubrań poplamionych błotem, krwią, trawą. 
Podczas imprez pewnie niejednej z nas wylało się wino albo kawa na nową sukienkę (dlatego ja zawsze w towarzystwie piję albo wódkę albo wodę mineralną - są najbezpieczniejsze). 

Ja nauczona doświadczeniem staram się robić to od razu. Jednak nie zawsze to jest możliwe. 

Moja mama i babcia nauczyły mnie kilku sposobów,  którymi dziś chciałabym się z Wami podzielić. 

Gdy dwa lata temu rozlałam czerwone wino na nowy obrus, który podarowała mi mama, nie chcąc, żeby dowiedziała się o tej wpadce od razu zasypałam plamę grubą warstwą soli. Na tyle grubą, żeby pochłonęła cały nadmiar płynu. Potem zebrałam nadmiar soli, polałam plamę wodą utlenioną, zostawiłam na chwilę, i od razu wrzuciłam do pralki, dodając do proszku do prania, cały proszek do pieczenia. Ta rada mojej babci świętej pamięci uratowała ten lniany obrus. Po wysuszeniu i odprasowaniu był jak nowy. 
W ten sam sposób, kiedyś usunęłam plamy z wina z białej koszuli. 

Najwięcej kłopotów sprawiają mi zawsze plamy z kawy. Mimo, że ograniczyłam ją do 2 filiżanek dziennie, i tak zdarza mi się notorycznie ją wylewać na wszystko wokół, ze sobą włącznie. 
Obrusy, pościel (czytam w łóżku, często pijąc kawę), ubrania czy dywan bywają poplamione. I muszę z tymi plamami walczyć. Jeśli chodzi o dywan, bieliznę pościelową czy obrus, to najlepszy jest Vanish. Nawilżam poplamione miejsce wodą, nalewam kropelkę płynu i trę szczoteczką do momentu, w którym wybawiam plamę. Plamy na ubraniach puszczają w pralce, do której wrzucam kapsułkę np. Ariel. 
Moja babcia plamy z kawy wybielała również następującym sposobem. Zwilżała plamę i posypywała ją amoniakiem. Czekała na zareagowanie specyfiku i normalnie prała. Plama zawsze schodziła. Teraz, gdy w sklepach jest do kupienia tylko skutecznych środków piorących, mnie się nie chce z tym bawić. Ale jest to sposób niezawodny. 

Plamy z krwi są najtrudniejsze do usunięcia. I bywa z nimi nie lada problem. 
Ja najczęściej staram się poplamione ubranie zostawiać na bardzo długi czas w lodowatej wodzie. U mnie w domu zawsze było i jest, takie magiczne "zielone mydło" (kupowane u "ruskich"), którym się tarło plamę, po wcześniejszym odmoczeniu. Jeśli ono danej rzeczy nie ratowało, to już nic nie było w stanie tego robić. Można też próbować plamę z krwi usunąć sokiem z cytryny albo wodą utlenioną, ale trzeba uważać, żeby nie przetrzeć materiału.  

Na plamy z trawy moja babcia miała dwa sposoby. Przed praniem zalewała poplamione miejsce albo czystym spirytusem, albo płynem do mycia naczyń (najlepiej Ludwikiem). Jeśli w pralce te plamy się nie puszczały, to ciuch już się nadawał tylko na roboczo. Ale w większości wypadków, te metody zdawały egzamin, i niejedne białe dziecięce szorty, w które moje mama ubierała mnie z uporem maniaka, zostały w ten sposób uratowane. 



zdj. Kasia

Sukienka/dress: KLIK
Żakiet/blazer: KLIK
Koturny/wedges: Atmosphere via KLIK
Kolczyki/earring: River Island 











Sukienka/dress: KLIK
Żakiet/blazer: KLIK
Koturny/wedges: Atmosphere via KLIK
Kolczyki/earring: River Island