niedziela, 17 stycznia 2016

Joanna Mielewczyk - Seks Pozycja dla Praktykujących - Wydawnictwo Znak



Jakiś czas temu do mojej biblioteczki dołączyła książka Joanny Mielewczyk pt. "Seks Pozycja dla Praktykujących" wydanej nakładem Wydawnictwa Znak.


Długo zbierałam się w sobie czy w ogóle Wam o niej pisać. 

Jak miałam 15 lat moja mama podsunęła mi książkę, która odkąd tylko pamiętam, w domu zawsze była. Mianowicie "Sztukę Kochania" pani Michaliny Wisłockiej. 
Dla mnie, osoby która przez wiele lat przeczytała wiele pozycji obejmujących ten temat, dzieło pani Michaliny, było i jest w dalszym ciągu szczytem, do których wielu dąży, a do którego nikt nie dociera. 

Siłą rzeczy i w tym przypadku nie obyło się bez porównań. 

Powiem szczerze, gdyby nie to, że pochłonęłam tak wiele książek o seksie (poradników, erotyków itd), może i książka pani Joanny, nie wzbudziłaby tak dużego mojego sprzeciwu. Ale sprzeciw jest i to ogromny. 
Moja opinia nie jest miarodajna. Nie dałam rady skończyć tej pozycji. 
Zablokowałam się na 7 rozdziale. 

Tak bardzo starałam się znaleźć pozytywy.
I jednak znalazłam.
Książkę mogłabym polecić osobom, które nigdy w tym temacie nic nie czytały, nie umieją nazwać swoich potrzeb i pragnień, nie wyniosły z domu otwartości na te sprawy. 
Gdy ktoś nic nie wie, to ta książka jest dla niego idealna. 


Joanna Mielewczyk to dziennikarka radiowej Trójki. Prowadziła audycje "Jestem feministką", "Adopcja po polsku". Obecnie jest wydawcą audycji "Zapraszam do Trójki". Przygotowuje oraz prowadzi audycje "Matka Polka feministka” oraz "Seks nasz powszedni".

Książka o której mowa w tym poście, powstała na bazie rozmów przeprowadzanych z gośćmi w jej audycjach.
Ja nie wiem, może w radio to wszystko mówione, ma jakiś inny odbiór i wydźwięk. 

Autorka promuje książkę odpowiedziami min. na takie pytania; Jak rozmawiać o seksie? Jak mówić o swoich potrzebach? Jak nazywać swoją intymność i jak to przekazywać dzieciom?

Tylko szkoda, że w treści znaleźć można odpowiedź raptem na 3% z tych wszelkich pytań. I te odpowiedzi są powielone z tym wszystkim co już wszyscy wiemy. 

Na co drugiej stronie znajdziemy stwierdzenie: ROZMAWIAJMY O SEKSIE. Powtarzane z uporem maniaka, do obrzydzenia. Tylko szkoda, że nikt do cholery nie raczył powiedzieć: JAK?

Każda kobieta jest inna, każdy mężczyzna jest inny. I mimo, że oboje się mogą strasznie kochać, strasznie szanować itd. To nie każdy jest na tyle otwarty i odważny, nie każdy ma tyle śmiałości, żeby usiąść po kolacji i powiedzieć tej drugiej stronie, co mu leży na wątrobie i co by chciał zmienić. 

W jednym z rozdziałów znalazłam ćwiczenie. Napisz list do samego siebie o swoich potrzebach.
Jak już napiszesz, to będziesz umiał je nazwać. I mówienie o nich nie sprawi Ci trudności. 

Tjaaa. Od razu sobie pomyślałam o tych wszystkich facetach, którym napisanie smsa obejmującego więcej niż 2 zdania sprawia nie lada trudność. I już oczami wyobraźni zobaczyłam ich przy stole, z kartką kredowobiałego papieru z gęsim piórem piszącym epistoły do samych siebie, o tym to co oni by chcieli w łóżku i poza nim. Tjaaaa. Gratuluję pomysłu. 

Pamiętam, że swego czasu na TVN Player można było znaleźć 4 odcinkowy program o seksie. Zrobiony dla angielskich nastolatków. Nie wiem, czy to jeszcze jest gdzieś dostępne, ale gdy sobie porównuję to wszystko o czym wtedy mówiono bez krępacji i krygów, prosto z mostu biologicznie wytłumaczono i wyłożono czarno na białym, a czytam te wypociny, to ehhh. 

Ten program nazywał się chyba "Korepetycje z seksu" A prowadziła go taka czarnowłosa babeczka z grzywką. 


Książka podzielona jest na kilka rozdziałów, chyba według jakiegoś klucza. Dla mnie to wszystko jest niespójne i chaotyczne. 

Jestem bardzo rozczarowana tą książką. Nie sięgnę po nią więcej. 
Bardzo szkoda, bo zapowiadała się naprawdę ciekawie. 
Do Pani Wisłockiej jej bardzo bardzo daleko.